...

matematyka może być prosta

Nie chce mu się uczyć? Może to nie lenistwo, tylko brak motywacji wewnętrznej?

nauczyciel

Pomagam uczniom zrozumieć matematykę, przełamać trudności i uwierzyć w swoje możliwości.

Zacznijmy naukę razem!

ostatnie wpisy

podobał ci się artykuł?

Podziel się wiedzą.

Udostępnij ten post i zainspiruj innych.

Uczę matematyki od wielu lat. Przeszłam z uczniami przez wszystkie możliwe rodzaje działań – od potęg po granice, od płaczu nad ułamkami po uśmiech przy zadaniach z treścią. Ale w całym tym doświadczeniu coraz wyraźniej widzę, że to nie materiał, nie poziom trudności i nawet nie czas poświęcony na naukę są kluczowe.
To, co naprawdę robi różnicę, to wewnętrzna motywacja ucznia.

I właśnie o niej będzie ten wpis. Bez zbędnej teorii, prosto – od nauczyciela, który uczy, ale przede wszystkim słucha i obserwuje.

Dlaczego niektórym się chce, a innym zupełnie nie?

Nie, to nie kwestia zdolności. Spotykam uczniów z ogromnym potencjałem, którzy się nie angażują, i takich, którzy z trudem łączą fakty, ale mimo to nie odpuszczają.
Różnica często tkwi w czymś głębszym – czy oni widzą sens w tym, czego się uczą? Czy czują satysfakcję z małych kroków, z momentów „aha”? Czy wiedzą, że mogą?

Wewnętrzna motywacja to nie „boję się dostać jedynkę” ani „rodzice mi każą”.
To raczej: „Chcę wiedzieć, chcę zrozumieć, chcę się sprawdzić”.
I kiedy uczeń zaczyna działać z takiej pozycji – pojawia się magia. Nauka przestaje być obowiązkiem, a staje się procesem odkrywania.

Dlaczego dziś młodzieży trudniej się uczyć?

Świat, w którym żyją, nie jest łatwy. Ekrany, powiadomienia, porównywanie się z innymi, presja osiągnięć. Ciągle mają być „dobrzy”, „ogarnąć wszystko”, „mieć plany”. A do tego jeszcze test, kartkówka, sprawdzian, ocena. Nie ma kiedy odpocząć, przetworzyć, nabrać dystansu.

A matematyka? Matematyka nie daje się oszukać. Tu trzeba ćwiczyć, myśleć, czasem się pomylić i spróbować od nowa. Systematycznie i wytrwale. Dla wielu to trudne. I kiedy czują, że sobie nie radzą, zaczynają unikać, zamykają się, rezygnują.

A co z korepetycjami? Czy to naprawdę pomaga?

Zdarza się, że pomaga. Ale tylko wtedy, kiedy korepetycje nie są karą ani „musisz”, tylko szansą na zrozumienie i spokojne przećwiczenie tego, co trudne. Pokazują jak się uczyć samodzielnie. Sama prowadzę takie lekcje – i widzę, jak wiele można zmienić, kiedy dziecko dostaje przestrzeń na pytania, czas na własne tempo i poczucie, że nikt go nie ocenia. Wtedy zaczyna ufać – i sobie, i mnie. A stąd już blisko do większej wiary w swoje możliwości.

Ale jeśli korepetycje są tylko odrabianiem zadań „na szybko”, kolejnym punktem dnia albo próbą zadowolenia rodziców, to działają jak plaster na złamaną nogę. Trochę ulżą, ale nie leczą.

Co z rodzicami? Czy mogą pomóc?

Ogromnie. Ale nie przez pytania typu: „Dlaczego znowu czwórka, a nie piątka?”.
Dziecko, które uczy się tylko po to, żeby zadowolić rodzica, nie buduje motywacji – tylko napięcie.

Tymczasem najwięcej dobrego robi rodzic, który zamiast pytać o oceny, pyta: „Czego się dziś nauczyłeś?”, „Z czym masz trudność?”, „Co ci mogę ułatwić, ale nie robiąc za ciebie?”. Który cieszy się z wysiłku, a nie tylko z wyniku. Który mówi: „Zrobiłeś krok do przodu. Widzę to.” Taki rodzic buduje dziecku skrzydła.
Rodzic wspiera wtedy, gdy interesuje się nie tylko oceną, ale tym, czego dziecko się nauczyło. Gdy dostrzega postęp, nawet najmniejszy – mówiąc: „Dziś zrobiłeś sam pięć zadań, super!”.
Gdy pozwala dziecku ponosić odpowiedzialność za naukę, ale nie zostawia go z tym samego.
I przede wszystkim – gdy wspiera, słucha, jest – nie jako „kontroler”, ale jako towarzysz.

Najlepsze, co można powiedzieć dziecku po trudnym sprawdzianie, to:
„Widzę, że się starałeś. Porozmawiajmy, co dalej.”

Jak pomóc uczniowi rozwinąć motywację wewnętrzną?

Tu nie trzeba wielkich działań. Czasem wystarczy zapytać, czego nie rozumie – i razem poszukać odpowiedzi. Pochwalić próbę, nie tylko wynik. Dać mu wpływ – pozwolić wybrać, od czego zacznie, jakim sposobem rozwiąże zadanie. Dać przestrzeń na pomyłkę – bez strachu, że „znowu zawiodłem”.

Uczniowie naprawdę potrafią wiele – jeśli tylko przestaną się bać, że nie spełnią oczekiwań.

I na koniec…

Dzięki wieloletniemu doświadczeniu wiem, że edukacja zaczyna się od relacji i zaufania. Że nie da się nauczyć kogoś, kto się boi, ale da się zainspirować kogoś, kto czuje się bezpiecznie. I że nie musimy być idealni – ani jako uczniowie, ani jako nauczyciele, ani jako rodzice.

Najpiękniejsze, co możemy zrobić dla młodego człowieka, to pomóc mu uwierzyć w siebie

Bo wtedy matematyka przestaje być strasznym smokiem. Staje się narzędziem myślenia. Czasem trudnym, czasem wymagającym, ale dostępnym. A przede wszystkim – czymś, z czym można sobie poradzić. I to jest moment, w którym dzieje się prawdziwa zmiana.

Marzena Paradowska