Z miłości. Z przypadku. Z wyboru. Jestem nauczycielem.

Kiedy staję w drzwiach klasy czuję, że jestem na swoim miejscu. Uśmiech, spojrzenie, jedno zdanie od ucznia: „Z panią tak fajnie się rozmawia” – i świat na chwilę zwalnia. Przez moment wszystko jest na swoim miejscu. I myśl wraca jak refren: mam szczęście, że robię to, co robię. Że jestem belfrem.
To nie był plan. Jako dziecko bawiłam się w szkołę – z entuzjazmem godnym prawdziwej nauczycielki. Sześć lat, tablica zrobiona z kartki przyklejonej na segmencie, kuzynki posadzone w „ławkach” z poduszek. Lekcje, kartkówki, wywoływanie do odpowiedzi. Ale potem… potem miałam przecież budować okręty. Politechnika Gdańska, oceanotechnika, inżynieria. Brzmiało dumnie, logicznie. Świat chciał żebym szła w tamtą stronę. A jednak los miał dla mnie inną mapę. Kolejne studia, kolejne doświadczenia.
I dziś wiem – to była właściwa mapa. Bo jestem nauczycielem. I nie potrafię sobie siebie wyobrazić inaczej.
Mój dorobek to praca z dziećmi i młodzieżą. Od najmłodszych, którzy jeszcze uczą się siedzieć w ławkach, po tych, którzy szykują się do egzaminów, dorosłości, życia. Każdy wiek ma swój urok. Swoją lekcję. A ja mam przywilej – obserwować, wspierać, towarzyszyć.
Staram się być nauczycielem, który słucha. Czasem jestem wymagająca. Usłyszałam: surowa. Może tak. Ale nigdy obojętna. Widzę, pytam, słucham. A uczniowie – czasem zaskakująco szczerze – odpowiadają. Otwierają się. Dzielą światem, którego dorośli nie zawsze chcą słuchać. I dlatego wiem, że relacja to fundament nauki.
Czy spotkałam nauczycieli, którzy nie lubili swojej pracy? Tak. Byli na mojej drodze. Wypaleni, zmęczeni, zagubieni. Czasem system, czasem bezsilność, czasem nie ten adres. Bo ten zawód nie znosi bylejakości. Albo jesteś całym sobą, albo nie przetrwasz lub jesteś sfrustrowany. Ale jeśli się w nim odnajdziesz – to daje więcej, niż potrafisz wymarzyć.
Uczniowie uczą mnie codziennie. Pokory – bo nie wszystko da się przewidzieć. Słuchania – bo to największa wartość. Empatii – bo każdy uczeń niesie coś, czego nie widać w zeszycie.
Jestem nauczycielem. Z pasji. Z przypadku. Z wyboru. I choć ta droga nie zawsze jest prosta – kocham ją. Czasami przychodzi kryzys, zmęczenie, czasami zdrowie niedomaga, ale wtedy zadaję sobie pytanie. Czy widzę siebie w innej roli? Nie.
I życzę każdemu, żeby kiedyś mógł powiedzieć to samo o swojej pracy: chodzę tam z ciekawością, sercem i poczuciem, że to, co robię, naprawdę ma sens.
Pani Marzenka